top of page

WENEZUELA 2023

Zaktualizowano: 12 kwi 2023



WENEZUELA. Dzień pierwszy




Jeszcze w granicznym miasteczku Brazylii spotykamy setki emigrantów z Wenezueli. Stadion sportowy zabudowany namiotami dla uchodźców. Na stacji paliw długa kolejka aut wenezuelskich kupujących drogie brazylijskie paliwo. Na granicy nie było nikogo, ale spędziliśmy tam 5 godzin. Pierwsze kilometry wprawiają w zachwyt. Bohater animacji "Odlot" / "Up" miał rację, aby wybrać się na Auyantepui. Z gór płaskich jak stół, z których zwisały chmury, wjechaliśmy w dżunglę z paprociami drzewiastymi. Później droga znowu zaczęła być przeszkodą...w dziurach chowały się pojazdy... Wenezuela, która ma ropę za 5 centów za litr, po prostu jej nie ma... najbliższa otwarta stacja - mówią miejscowi - jest za 450 km...tam można ją kupić stojąc w kolejce na 300 aut. Dzisiaj wieczorem kupujemy 20 litrów za 2,5 dolara za litr. Co chwilę kontrole drogowe. Podchodzi zawsze dwójka policjantów z bronią w ręku. Przedłużają sprawdzanie dokumentów licząc na łapówkę, 5 dolarów załatwi sprawę szybciej...nam się jednak nie spieszy. Oglądamy życie miejscowych. Ludzie po 20 latach komunizmu są pogodzeni i przyzwyczajeni. Bezrobocie sięga 60 procent. Kraj, który był najbogatszy w Ameryce Południowej, został w tym wieku doszczętnie zrujnowany.



WENEZUELA. Dzień drugi




Powoli opuszczamy stan Bolivar, o którym Stary Bóg już chyba zapomniał, a rząd pamiętać nie chce. Ludzie na ulicach jednak żyją z godnością. Uśmiechnięte twarze i życzliwe rozmowy przykrywają puste garnki i brak podstawowych środków do życia. Nie ma tu osób żebrzących. Droga dalej dziurawa, jednak społeczności same zasypują dziury ziemią, piaskiem, czym się da. Wtedy proszą przejeżdżających o drobne wsparcie. Ciągle mamy problem z benzyną. W butelkach po Coca Coli na straganach jest paliwo, ale do ceny 0,0045 lub 0, 005 nie możemy dopasować żadnej waluty. Kobieta pokazuje nam aluminiowe naczynie i kładzie go na wadze. Czy mamy kupować benzynę na kieliszki? Okazuje się, że mamy zapłacić złotem. Wenezuelska waluta nie ma żadnej wartości, a dolar niepewny. Zresztą też go nie ma, bo i nie ma zagranicznych turystów. Gram złota kosztuje 100 USD. Prosimy by nam ktoś sprzedał ten kruszec... Po 200 kilometrach butelki z benzyną powoli znikają ze straganów, w zamian pojawiają się z wodą. Czy wody też tutaj nie ma? Zbliża się 18-ta. Musimy znaleźć nocleg, nocą nikt tutaj nie jeździ. Po prośbie otwierają nam ośrodek turystyczny, który 20 lat temu miał tłumy turystów. Miło wspominają Polaków. W tym roku jesteśmy pierwszymi gośćmi.


WENEZUELA Dzień 3


Powoli rozstajemy się z miłymi i gościnnymi gospodarzami. Benzynę przywieźli nam skądś - 40 litrów - więcej nie ma. Podobnie jak nie ma wody, ale jest w basenie. Możemy nabrać sobie do wiaderka. Po 200 km. pojawiają się przy drodze pierwsze stacje. Rzeczywiście długie kolejki. Auta powiązane sznurkami, by nikt się nie wepchał. Nikt nie wie, kiedy przywiozą paliwo. Mamy szukać stacji międzynarodowych, na których benzyna jest 10 razy droższa...tam nie ma kolejek- mówią. Centralna Wenezuela pokryta jest siecią dobrych dróg, które w latach 70 tych zostały na tyle solidnie budowane, że nawet teraz miło się nimi jeździ. Posterunki policji rzadsze, jednak coraz więcej funkcjonariuszy podchodzi do auta. Dojeżdżamy do morza. Biały piasek, palmy i zielony kolor oceanu. Po drugiej stronie ulicy potężne słone jezioro z flamingami i ibisami, aż trudno uwierzyć, że są tak czerwone. Zostajemy tutaj jeden dzień, by zebrać siły i zrobić plany na następne dni.

. WENEZUELA Dzień czwarty to dzień odpoczynku.



Dowiadujemy się, że musimy przejechać Caracas, jedno z najniebezpieczniejszych miast świata. Dostajemy instrukcje: drzwi i okna w aucie muszą być cały czas zamknięte i nie możemy się zatrzymywać. Mamy przejeżdżać na czerwonych światłach. Atak na samochód następuje z martwego punktu w lusterku, tak że orientujesz się, gdy zagrożenie jest już przy drzwiach. Często samochód otaczają sprzedawcy uliczni, proponując różne przekąski i napoje. To również odciąga Twoją uwagę. Jest inna droga omijająca stolicę, ale tam z kolei kierowany jest transport ciężki, który się często psuje i blokuje drogi. Postój tam jest pewny. Po tych informacjach postanawiamy odpuścić zwiedzanie Wenezueli. Do granicy z Kolumbią zostaje 985 km. Może się uda to przejechać w dwa, trzy dni.

WENEZUELA. Dzień piąty


Spokojnie opuszamy Pousadę. Rozliczenie jest niemiłe. Z 15 dolarów za osobę, robi się 125 za dwie. Płacimy za toalety, za własne gotowanie i basen, z którego nie korzystaliśmy. Droga dalej przyzwoita, ale różne służby policji oraz częściej wymyślają, jak wziąć łapówke… zajmuje to sporo czasu. Sprawa jest oczywista, płacisz albo czekasz 2 godziny. Za 15 km. następny posterunek. Tutaj dowiadujemy się, że przekroczyłem prędkość. Nie mogłem jej przekroczyć, czy macie jakiś dowód? Tak, dostali telefon z poprzedniego miasta, aby nasze auto zatrzymać. Muszę im wierzyć na słowo...raz jeszcze proszę o udokumentowanie tego. Wtedy ich cierpliwość się kończy. Musze wciąć prawnika i tłumacza, bo nie znam Hiszpańskiego. Jestem zatrzymany i idę do więzienia. Straciliśmy kolejną godzinę... 10 dolarów sprawiło, że życzą mi udanego pobytu w ich kraju. Tak zaczyna się karuzela jak w Wesołym Miasteczku, które zostało zamknięte jeszcze w poprzednim wieku... dalsza droga dla nas nie ma sensu. WENEZUELA. Dzień szósty


Po nocy w hotelu, wybieramy najkrótszą drogę do granicy. Miejscowi mówią, że musimy mieć sporo gotówki. Jest niedziela palmowa, myślimy, że może ten dzień będzie przystępniejszy. O dziwo możemy zatankować samochód do pełna. Za oknami coraz większa bieda. Na drodze mijamy więcej popsutych pojazdów, niż tych w ruchu. Dziwimy się, że te auta w ogóle były w stanie ruszyć. Władza troszczy się jedynie o Wenezuelę centralną. Zostaje 100 km do granicy... zaczynają się wzmożone kontrole. Twarzy ludzi nie widać, bo większość nosi kominiarki, ubrani na czarno. Coraz więcej broni w rękach. Już nie wiemy, kto nas sprawdza, policja czy miejscowi. Zaraz po kontroli… młode chłopaki blokują drogę. Przecież nie możemy się zatrzymać. Za dużo ich jest, żeby wyjść bez szwanku. Podjeżdżamy powoli, ci podchodzą do nas i gaz... slalomem omijamy zapory. Udało się, ale adrenalina wymieszała się z potem. Tutaj ludzie żyją ze zbierania soli z jezior. Wygląda to magicznie. Wypalone słońcem białe powierzchnie i czarne ludzkie twarze... może nie mają złych intencji, a tylko chronią się przed słonym wiatrem... ale po co im broń? Granica coraz bliżej. Dokładnie sprawdzają dokumenty i już wiedzą, że nie możemy wyjechać z Wenezueli. Jesteśmy szósty dzień, a przepis mówi, że możemy opuścić kraj po 8 dniach. 2 dni mamy spędzić u nich. Wydaje się to tak absurdalne, przecież w pół godziny mogą rozkraść całe auto...po co potrzebują tyle czasu? Mówimy, że poczekamy na granicy, ale nalegają by u nich. Po dłuższym czasie zrezygnowali, albo przepisy się zmieniły...następny i następny posterunek i znowu następny. Przez 2200 km przez Wenezuelę było ich ponad 200. Dojeżdżamy do granicy. Ludzie tłoczą się, przechodzą między skuterami, motocykle pomiędzy autami. Te jadą pod prąd, albo stoją. Ktoś próbuje opanować ten kocioł...zrezygnował, bo we wszystko wepchała się ciężarówka. Do tego jeszcze uliczni sprzedawcy znaleźli gdzieś miejsce...jak oni to robią? Dostaliśmy pieczątki wyjazdowe z Wenezueli. Po drugiej stronie upragniona Kolumbia. Auta dzisiaj nie wpuszczą, bo niedziela. Musimy zostać do jutra.

EPILOG

Lonely Planet (najnowsze wydanie) ma ponad 1000 stron o Ameryce Południowej i tylko parę o Wenezueli. Najważniejsze: "Venezuela is a tricky place to travel at present and showing up on a whim is a bad idea. Because of security concerns, we cannot recommend travelling to Venezuela at this time". Nie mieliśmy wyboru, bo to była jedyna droga, aby wydostać się z zalanej Brazylii do Kolumbii.

Z naszej perspektywy, kraj nie jest już tak groźny. Porwania dla okupu chyba są przesadzone, napady z bronią lub nożem bardzo możliwe, ale przygotowany feak'owy portfel z nieważnymi kartami i pieniędzmi nie został nigdy użyty. Ludzie miejscowi są bezradnie mili. Mówią, że trzeba kombinować by przeżyć i kombinują jak mogą. Sklepy są zapełnione artykułami, ale drogie. Baniak wody 5l jak jest to 7 dolarów, 1 Empanada 1,5 w niektórych stanach litr benzyny 2,5 dolara...przy oficjalnej cenie 5 centów za litr. 60 % bezrobocie, a 6 mln ludzi wyjechało z kraju. Nie byliśmy w Caracas, tylko to miasto przejechaliśmy, ale nie czuliśmy zagrożenia. Nikt nas nie śledził, nie zajeżdżał drogi. Trudne były braki benzyny i kontrole drogowe. Żal nam dostojnych w pokorze i w uśmiechu niemożności ludzi. Władza, która wprowadziła im socjalizm w 20 lat zrujnowała kraj doszczętnie i skorumpowała wszystkich. Z tego co nam mówili i czytaliśmy sytuacja w dzisiejszej Wenezueli jest medialnie przesadzona... chyba, że znajdziesz się przy północnej granicy z Kolumbią.




818 wyświetleń1 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

1 Comment


Mariusz
Mariusz
Dec 17, 2023

co to za spóźnione o kilka lat bzdury. jak ktoś chce poznać prawdziwa Wenezuelę to tylko z „BezPlanu”. Tomek ostatnio wspominał, że już powoli turystka wraca w niektóre miejsca typu Margarita czy Los Roques. Z Itaki też można polecieć do Wenezueli od niedawna.

Like
bottom of page